No i stało się.
Spadł śnieg. Ale tylko w górach - bo, jak zapewne dobrze wiecie - sorry, taki mamy klimat...
Decyzja szybka - pakowanie, po Sylwestrze wyjazd. Śpimy w namiotach, zabieramy rakiety, idziemy na azymut i takie inne traperskie marzenia. Tylko bez polowania na wiewiórki. I bez chińskich zupek.
Każdy, kto kiedyś nocował w ujemnych temperaturach wie, jak fajnie się śpi - i to nie jest żaden żart. Kwestia przekonania się samemu, że się da. I spróbowania tego na własnej skórze.
Oczywiście na tak szalony wyjazd warto coś ze sobą zabrać. W końcu zima zobowiązuje. Nie wszystkie szpeja z lata zdadzą test zimą. Takie najbardziej oczywiste zimowe cosie to:
- Śpiwór. Ba, to musi być CiepłyŚpiwór. 1200 gram puchu może być dobrym wyborem.
- Rakiety. Bez tego w kopnym śniegu nie zajdziesz daleko.
- Odzież. I puchową kurtkę na wierzch, taką trochę za dużą.
- Kuchnię. Taką, co da radę przy -20°C topić śnieg. I paliwo.
- Buty. Takie większe, żeby się zmieściły ciepłe skarpety i było jeszcze miejsce na palce (2 rozmiary większe buty zazwyczaj załatwiają sprawę).
- Jedzenie. Bo to wcale nie jest przereklamowane jak niektórzy twierdzą.
Do tego dobre nastawienie, czekoladę i coś do robienia wieczorami, bo noc długa (od 16 już ciemno!).
A co w zamian? Sprawdźcie sami. Warto.
ps. Jeżeli nie jeździsz pod namiot i jest Ci obce biwakowanie - zacznij od cieplejszych miesięcy. I unikaj temperatur w okolicach 0°C. Wilgoć jest gorsza od mrozu!
