piątek, 21 września 2018

Mapa prawdę Ci powie!


"Mamo, mamo, turyści z mapą idą, na pewno będą o drogę pytać!"

No i co tu zrobić, żeby tego uniknąć?
Ćwiczyć.
Ćwiczyć.
I jeszcze raz ćwiczyć posługiwanie się mapą.
A właściwie to mapą i kompasem.

Nie jest to trudne. W końcu jak by nie patrzeć - mapa to pismo rysunkowe, każde dziecko to zrozumie. Na dole jest jeszcze wyjaśnione, jak czytać znaczki, jak przeliczać odległość. No, pestka.

Łatwiejsze i tańsze od GPS'a. I mniej zawodne, działa zawsze.
Później dochodzi trochę prostej matematyki - jakaś trygonometria, liczenie do 360... Łatwizna.

Mapy działają lepiej jak są w miarę świeże. Nie to, że się psują. I nie to, że góry uciekają w inne miejsca. Co to to nie! Zmienia się cała reszta. Pojawia się puchatkowy Wstęp Bron. Albo inni podobni.
A stara mapa Ci o tym nie powie...


Stare mapy mają jeszcze jedną rzecz, o której rzadko się mówi. Są umyślnie fałszowane. Może nie tak bardzo jak mapy Moskwy z lat '60 i '70, ale nawet w Polsce zdarzało się, że układ dróg nijak miał się do rzeczywistości. Przerabiałem kiedyś na własnej skórze - spodziewany za zakrętem most był 5km dalej.

O mapę należy dbać, w końcu to papier. Powiecie, że cierpliwy jest? No tak, do czasu.
Nie lubi się mapa z wodą, wiatrem. Nie znosi bycia wciskaną do kieszeni, nie przepada za złym składaniem (tu potrzebna jest cierpliwość!).
 No wręcz chimeryczna jest.
Ale istnieje coś, co przedłuża mechaniczne życie mapy. Foliowanie! Niestety nie każda z moich ulubionych map jest ofoliwana i "mapnik" jest nadal w użyciu. O mapniku może jednak innym razem.

A jeżeli nie chcecie mieć przewrażliwionych na swoim punkcie map, to rozejrzyjcie się za egzemplarzami z wydawnictwa ExpressMap.
Czytelne, duża ilość szczegółów (chociaż maniakowi map szczegółów zawsze będzie brakować).
Mapy foliowanie spływ kajakowy przeżywają bez trudu.
Deszcz i ulewa też nie są dla nich problemem.
No i notatki! Marker wodoodporny sprawdza się całkiem nieźle (a przypadku pomyłki - trochę spirytusu załatwia problem).
Jedyną rzeczą, którą bym zmienił w mapach z tego wydawnictwa to skala. Ale tylko z lenistwa - by łatwiej przeliczać kilometry. To takie przyzwyczajenie z jedynie dostępnych kiedyś map wojskowych i kartograficznych.

Mapa foliowana ma jeszcze kilka innych zastosowań -
- można użyć jej jako płaszcz od deszczu,
- zimą - awaryjne sanki (ale jakoś nie polecam),
- przy rozniecaniu ognia - jak ktoś ma słabe płuca.

ps. zbieram mapy. Czytanie ich jest jak kryminał. Pobudza wyobraźnię, zmusza do zastanowienia. Każe szukać informacji w książkach, wydania z różnych lat pozwalają prześledzić historię terenu i czasem też historię mieszkańców.
Posiadają mnóstwo tajemnic i snują ciekawe opowieści.
A tak naprawdę to do nigdy do końca nie wiesz, co zastanie Cię na miejscu.

czwartek, 13 września 2018

Coś przyniósł - to zabierz

Niby prosta zasada, co nie?
Ludziom można tłumaczyć, mówić, prosić. I nic sobie z tego nie robią.
Śmieci w las, bo tak prościej, taniej, szybciej. A mamy przecież odbiór śmieci w każdej gminie. Więc w czym problem?
Jak nie jest to problem z głową, to pozostaje nam nasza stara TRADYCJA!
Z dziada pradziada musiał taki jeden z drugim być świadkiem jak wszystko, co niepotrzebne idzie won do lasu.
Mógłby przestać śmieci, zarówno ten drugi jak i ten pierwszy. W końcu Unia, cywilizacja, recykling.
A gdzie tam!

Jakoś tak się złożyło, że siedząc nad potokiem usłyszałem: "A taki turyst, Panie, to jeden z drugim nie lepsi. Papierki po batonikach, butelki, puszki. Przecie zjadł, wypił, co będzie resztę do dom woził. W krzak i po sprawie. Albo srajo, Panie, prawie na szlaku. Nie zakopio, no bo po co." 
Wstyd mi trochę się zrobiło, bo do turysty jakoś się poczuwam. Całą tą rozmowę pan Roman zaczął, bo zobaczył, że do plecaka miałem przypięty worek wypełniony w połowie śmieciami zebranymi na szlaku. Póżniej przyznał, że słyszał, od innych, że czasem ktoś zbiera. Ale dla Romana to były mżonki. "Czyściciel w Polsce jest jak Yeti w Himalajach - każdy słyszał, nikt nie widział. Powiem babie, to walnie po lbie, żem znów pił. No nie uwierzy".
Swoją drogą po zejściu do JednejTakiejDługiejWsi miałem problem z pozbyciem się worka - nikt nie przewidział, żeby postawić gdzieś ogólnodostępny kosz na śmiecie.
Przepis na bycie Yeti jest prosty - wychodząc na szlak zabierasz worek, troczysz do plecaka i to co znajdziesz po drodze zwyczajnie pakujesz do środka. Zazwyczaj to wiele nie waży.
I daje +100 do many i zdziwiony wzrok obsługi schroniska.
Na szlaku dzieciakami to można nawet konkurs zrobić - kto da radę więcej zebrać. Bez zakupu lodów dla sprzątających się nie obejdzie, ale czym jest tych parę złotych, skoro robi się coś dobrego?
ps. Rzadko bywa, że nie mam nic w worku.

niedziela, 9 września 2018

Jedź do lasu!

Jedź, nie czekaj.

Możesz jechać na grzyby, na spacer lub ciężko ponicnierobić.
Albo oderwać się od ekranu (hehe, tak, właśnie tego, na który patrzysz).
A może nawet żeby się - ramach rozsądku - zgubić na godzinę i nie mieć zasięgu w telefonie.

Odpocząć.

Nie myśleć o robocie, mieć czas dla siebie.
Może też - jak zabierzesz kogoś ze sobą - mieć w końcu czas dla tej osoby.

Mieć czas na posiedzenie w hamaku, poczytanie książki.

Może, żeby posiedzieć przy ognisku. Pamiętasz jeszcze co to jest OGNISKO?


A pieczone ziemniaki? Nie mówiąc już o innych potrawach z ogniska?

ps. Zaraz ktoś pewnie wyskoczy z komarami, kleszczami i innymi muchami.
Nie zaprzeczę, istnieją. Tak samo, jak środki, które je odstraszają.
Pamiętaj, przyroda da Ci więcej niż zabierze. Komary to tylko takie przypomnienie, że żyjesz.

pps. jedź, nie czekaj, aż wytną.